|
Do Księgi wchodzi Bóg.
Jest ubrany biblijnie jak Ojciec w Części I, ale dochodzą elementy
odpustowe — kolorowe wiatraczki, baranki z cukru. Em dostaje jedną z
zabawek i cieszy się jak dziecko.
EM
Czy jest jakieś ustępstwo,
na które mógłbym się zdobyć, żeby ona mogła pokazać, że mnie kocha?
BÓG
Jeśli masz coś do oddania,
ona mogłaby spróbować tego nie przyjąć.
EM
Myślisz więc, że to było
możliwe? Że mnie kochała, tylko nie umiała tego pokazać? Wiesz, czasem
bywam głodny.
BÓG
Myślę, że powinieneś coś
zjeść. (Bóg jest
zdezorientowany.)
A tak w ogóle —
to o kim mówimy?
EM
O mojej matce.
BÓG
Znowu?
EM
Nie mam nikogo prócz niej.
Zosia i altana
znikają.
BÓG
To prawda. Ale ten pomysł z
jej miłością to iluzja.
EM
Nigdy w to nie uwierzę.
BÓG
Dlatego cierpisz.
EM
Gdy przestaję w to wierzyć,
wtedy czuję się, jakby mnie Bóg opuścił.
BÓG
Ona nie żyje. Od siedemnastu
lat. Wiesz o tym?
EM
A ty kim jesteś?
BÓG
Jestem Bogiem.
EM
(Pauza pełna zaskoczenia — i — )
Przychodzisz do mnie teraz,
kiedy jestem wyprany jak ścierka? Jak mogłeś nie docenić mojego
poświęcenia i mojej przemiany? Jak mogłeś mnie opuścić?
BÓG
Prawdę mówiąc... Twoja
przemiana była tak doskonała, że zajęło mi trochę czasu, zanim cię na nowo
rozpoznałem.
EM
Aha, różnimy się pod
względem gustów estetycznych! Musiałem zdziecinnieć, pokochać kicz oraz
sztukę jarmarczną, żeby znaleźć się w paśmie twoich zainteresowań.
BÓG
Nie, to naprawdę nie jest
sprawa smaku — ja zwyczajnie nie zwracam uwagi na upływ czasu. Jako
wielkie dzieło żyję w wiecznym teraz.
EM
Miej odwagę się przyznać. Ty
po prostu jesteś przeciwko mnie! Jesteś... jesteś rodzaju męskiego.
BÓG
A ty jesteś ambiwalentny, co
niezmiernie utrudnia zrozumienie twojego problemu.
EM
Nie znaczę nic zupełnie.
BÓG
To nie iluzja, to fakt.
EM
Ciebie miało nie być!
Ciebie miało nie być, a ja miałem być szczęśliwy.
BÓG
Więc pragnąć możemy śmiało i
bez skrupułów, więc używać możemy bez trwogi o przeszłość, której nie ma.
EM
Kto to powiedział?
BÓG
Istota zwana Em.
EM
Nie ma takiej osoby.
BÓG
Ona cię nie kochała. Ja też
cię nie kochałem. Ani nie kocham. Jestem za bardzo sponiewierany na
miłość. Ale niekiedy czytam coś, a nawet. Niektóre twoje prace znam na
pamięć. Dlatego myślę, że za bardzo się nadwerężyłeś. Może zamiast
zmieniać ubranie, nazwisko... mówiąc krótko, zamiast zmieniać płeć, może
wystarczyło zmienić styl?
EM
Czy jesteś bogiem poezji?
Nie masz pojęcia, co przeżyłem.
BÓG
Jestem bogiem bez
specjalnych aplikacji. I nigdy nie lubiłem tej waszej moderny. Stylistyka
jak mały palec odgięty przy uszku filiżanki. Banialuki o chuci i o tym, że
umarłem. I ten potworny twórczy egocentryzm...
Z początku słychać tylko straszny rumor, a potem
do Księgi wtaczają się, podtrzymując się nawzajem, zalani na wesoło
Lemański i Włast.
LEMAŃSKI
Prosimy o wybaczenie
dobrodziejów. Ten tu Hirszband przeżywa straszny
spleen! Raz
kiedyś w zamierzchłych czasach, panowie, moja żona, zanim jeszcze została
moją żoną, wystąpiła na piśmie w jego obronie! Taka zawsze współczująca
była. Ujęła się za jego sprawą, kiedy był dys... dys... dyskryminowany na
tle... No wiadomo, co ja tam panom będę opowiadał, jak to zwykle w
zatargach prasowych. Młoda dziewczyna, panowie! Zrujnowała sobie
reputację! Potem było źle i jeszcze gorzej, desperacji przeżywała morze, a
ten tu Hirszband — nic a nic!
WŁAST
Ja nawet lubiłem na to
patrzeć, że raz coś parszywego nie dotyczy mnie! Ja, Jellenta, dostałem
posadę — redaktor „Ateneum”! — no, ale co — bezwarunkowo przecież nie! Ja
bym się za nią wstawił, a oni by mnie Hirszbandem!
LEMAŃSKI
No i zgasła! Moja żona...
(Rozpoznaje
Em — pomimo wieku i męskiego przebrania.)
Moja żona!
EM
Na wszystkie diabły z piekła
rodem! Czy to się nigdy nie skończy?
(Do Boga)
Zrób coś!
BÓG
tylko gest: »Ale co?«
WŁAST
o Lemańskim, rozkosznie
Delirka!
LEMAŃSKI
W tym stroju jeszcze
piękniejsza, jeszcze bardziej zniewalająca niż kiedyś... Nie płosz się,
sarenko. Chcę ci służyć.
Włast odciąga Lemańskiego od Em wykonując przy
tym nadzwyczaj niezgrabne ukłony.
WŁAST
Państwo wybaczą, ja tylko
pragnąłbym napomknąć, że trzeba być wolnym człowiekiem, żeby móc wykazać
się współczuciem. Ale to...
(Brakujące słowo:
»beznadziejne zadanie«.)
EM
Stałam się tobą? Odpowiedz.
WŁAST
(Pauza i — łagodnie, serdecznie, szczerze — )
Nie. I nie musiałaś. Ty od
początku byłaś wolnym człowiekiem.
LEMAŃSKI
Ten dureń na moich oczach
rozmawia z moją żoną!
Lemański wyjmuje zza pazuchy pistolet i bardzo
niepewną ręką mierzy do Em i Własta.
EM
Po śmierci jako i za życia,
to beznadziejne.
Włast robi wiele, żeby
odciągnąć uwagę Lemańskiego od Em.
Kiedy mu się to udaje,
ucieka. Za nim Lemański z pistoletem.
BÓG
Czy nie o tym mówiłem?
Gdybym sobie na coś takiego pozwolił, zbankrutowałbym około środy. A ja,
spójrz. Pracowałem z dnia na dzień i powstał... no, świat. Może poważyłbyś
się mnie naśladować? Wiesz... Rzeczy nie muszą być od razu doskonałe.
EM
A więc wszystko to było na
marne.
BÓG
Nie. Był moment, kiedy ja.
Naprawdę umarłem.
EM
Naprawdę?
BÓG
Całkowicie. Rok 1886. Ten
wariat Nietzsche i jego pomysły... Co chcesz? Ja też mam swoją wrażliwość.
Też mogę się ugiąć pod siłą potwarzy... insynuacji... oskarżeń... czy
choćby tylko przemilczeń.
EM
Jak ja cię rozumiem.
BÓG
No właśnie. Wy, ludzie,
jesteście bardziej skłonni do empatii niż my, bogowie. Dopiero twoja
przemiana i następująca po niej gorąca wiara we mnie. W hierarchię. W
mędrców. W Ojców. Przywołała mnie na powrót do życia. Niechże ci
podziękuję. Swoją ofiarą ocaliłeś porządek świata i przywróciłeś mi sens
istnienia.
EM
Więc — gdyby?
BÓG
Tak. To dzięki tobie wciąż
jestem starym, dobrym sobą. A wracając do ciebie — nie wiem. Naprawdę nie
wiem, co zrobiłbym na twoim miejscu. Może spróbuj się poddać? Jak
mężczyzna.
EM
Kpisz sobie ze mnie.
BÓG
Jesteś najlepszym z moich
męczenników. Cóż za wytrwałość! Świat nie znał dotąd takiej historii jak
twoja.
|